Gorycz młodości

W moim życiu związek czy małżeństwo nie wykluczają wyjścia z obiegu chętnych na przygody kobiet. Jedni nazwa to brzydko, ale pewnie większość z tych świętych w duszy mi pozazdrości tego co miałam, mam i pewnie jeszcze będę miała. Życie mam serwuje mi tyle pokus, a ja z nich korzystam.
Co mnie pokierowało tą drogą? Być może historia wyda się nudna, ale jest ona niezwykle istotna w ukształtowaniu mojej osoby. Nie było to jedno zdarzenie tylko ich szereg, a wszystko zaczęło się w dniu urodzin Pana B.
On, wysoki blondyn, szczupły, nieco starszy chłopak, zawsze skryty i często psychicznie nieobecny, nigdy wcześniej nie utrzymujący kontaktów z płcią piekną, prawiczek. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Zwrócił uwagę na mnie, młodą dziewczynę która była pełna energii i zawsze uśmiechnięta. Dwie całkiem różne osoby. Pewnego szarego kwietniowego dnia napisał do mnie na komunikatorze. Byłam obecnie w związku już 3 lata, związku który był bardzo dziewiczy. Długie i częste rozmowy doprowadziły nas do dnia jego 18 urodziny. Wiedział, że moich rodziców nie ma… Po zamknięciu drzwi od mieszkania przyparł mnie do ściany i zaczął całować, wszędzie gdzie tylko w ten czas mógł… szyja, ramiona, ręce, dlonie…. On, ten wstydliwy chłopak którego prawie nikt nie znał. Ściągnął bluzkę po czym zaczął pieścić moje piersi, dotykając wciąż zaprowadził mnie powoli do sypialni, rzucił na łóżko
i przeniósł mnie w świat ekstazy. Oh jak było dobrze. Żadnego stresu, żadnego skrępowania, tylko uniesienie
w emocjach które nas ogarniały. Chwila opamiętania, oświadczył że nie mamy zabezpieczenia, nie szykował się na to:) Myślałam, że to koniec, jednak nie…. On pobiegł do pobliskiej apteki i wrócił … Zaczął od nowa. Był bardziej spięty… Tak. Pamiętam to, że już podczas pocałunku miał spocone dłonie którymi pieścił moje piersi. Chciałam poczuć pierwszy raz jak to jest kiedy jest w Tobie mężczyzna. Nie mogłam dłużej czekać, musialam coś zrobić by zakończyć tą grę i przejść do tej chwili gdzie wszystko się zaczyna. Przejęłam władzę nad nim jak uzurpator. Dosiadłam go, nie czułam wstydu, zaczęłam go rozbierać, całując jego gorące usta. Wciąż mnie dotykał po udach, czuł po palcami dreszcze które
mi przechodziły po całym ciele. Moje nieskalane jeszcze ciało ocierało się o niego. Gdy już wiedziałam że jest gotowy, zaczęliśmy walczyć z użyciem zabezpieczenia,
a z racji, że żadne z nas nie miało doświadczenia poszło nam to z oporem. Położyłam się i kierowałam go w moją stronę. Wszedł……Jest we mnie, żadnego bólu. Tylko rozkosz, samo podniecenie, szczytowanie, niewielkie ilości krwi na białej pościeli. Już w tej chwili
to pokochałam. On też, czułam to. Obudził się w nim już pełen instynkt. Byliśmy na łóżku w pozycji klasycznej, na podłodze opierałąc się o łóżko wypinałam w jego stronę to co w tej chwili było najlepsze, na drewnianym stole któremu połamaliśmy nogi. Byliśmy tylko my, pełni radości
i podniecenia, nasze spocone ciała się wciąż o sobie ocierały, były połączone ze sobą w jedności…
Dotyk, ciepło, pot. Wzrastała miłości…. Nie do siebie lecz do tego co robimy. Chwilo trwaj… lecz wszystko się zawsze musi zakończyć. Po tym co między nami się stało nigdy więcej nie spotkaliśmy się, nigdy więcej nie rozmawialiśmy do czasu gdy po paru latach dojrzałam
do rozdziewiczenia tej strony której wtedy nie dotknął.
Już wtedy widziałam, że nigdy żaden facet nie zmusi mnie do rezygnacji z tego co kocham, z adrenaliny która mną wtedy włada, z podniecenia, które czuję. Już jako młoda dziewczyna , 11 lat wstecz… miałam świadomość, że jeden facet do tego nie wystarczy by czuć wciąż to nowe, napawające uczucie.

/Milka

Przedstawienie czas zacząć!

Szalona matka wariatka.
Tak mogę o sobie powiedzieć w dużym skrócie.
Mając dzieci każdy troszkę się cofa intelektualnie.
Czy tego chce, czy też nie.
Mając 25 lat mam dwoje dzieci, na koncie kilka nieudanych związków. Jeden z nich był dość ważny i to on ukształtował to, jaka teraz jestem. Los zadecydował za nas, że pora to zakończyć…
W sumie to dobrze, bo teraz jestem pyskata, szalona i mam własne zdanie. Jestem taka, jaka zawsze chciałam być. No prawie… mózg został uszkodzony bezpowrotnie ;) Od tamtej pory określałam siebie mianem „modliszki”. Oczywiście sama tego nie wymyśliłam. Wiecie jak to jest… stracić kogoś ważnego, tak nagle… bardzo boli… Wychodziłam z założenia, że skoro bolało mnie to teraz, to niech pocierpią inni? Czysto egoistyczne podejście, fakt… ale każdy miał dziwne etapy w swoim życiu… Mój był właśnie taki… Najpierw jeden krótki związek (choć nawet nie można go było nazwać związkiem) bardziej: „każdy ma swoje potrzeby” i to trwało z miesiąc… Później był kolejny… i następny…
i jeszcze jeden … Wtedy nie interesowało mnie to czy kogoś ranię… Mi wyznawano miłość a ja mówiłam żegnaj… trwało to może z rok… Może ciut więcej? Później się opamiętałam i poznałam mężczyznę swego życia…
Łatwo nie jest, bo mój instynkt „łowcy” czasami daje o sobie znać… ale więcej opowiem Wam następnym razem.

/Blondi

Witajcie!

Zapraszamy do zapoznania się ze stroną „o nas”..
Będzie bez tabu, bez owijania w bawełnę..
Imiona bohaterów i nazwy miejsc są zmienione, celem zachowania anonimowości.
Pozdrawiamy :)